Przejdź do głównej zawartości

Na dobry początek


Z początku zastanawiałam się, czy nie pachnie to przypadkiem hipokryzją - gdy twierdzę, że nie rozumiem upubliczniania swojego życia w internecie, a potem sama zakładam tego bloga. Uznałam jednak, że dopóki każdego dnia nie dzielę się tym, co jadłam na kolację (spójrzcie, niemedialni śmiertelnicy, oto moja sałatka z tygrysimi krewetkami i homar w sosie majonezowym); dopóki nie publikuję zdjęć mnie gotującej wodę na herbatę, mnie czytającej książkę w kawiarni czy też mnie pokazującej dowód szybkiej przemiany materii w toalecie; dopóki pozostawiam sobie pewną dozę anonimowości i dopóki nie zachęcam nikogo do kliknięcia w reklamę "tych pięknych skórzanych kozaczków w górnym rogu" - dopóki jestem od tych czynników wolna, mogę uniknąć hipokryzji.
Zwłaszcza że tłum złożony z paru jednostek to wszystko, czego oczekuję w kwestii popularności tego bloga.
Założenie jest takie, by pisać o czymkolwiek w chwili, w której utrzymanie jednego konkretnego tematu opowiadania wydaje się przewyższać moje możliwości. Dla tej jednostki, która przybywa tu, nie znając mojej wcześniejszej historii internetowej - prowadzę blogi z opowiadaniami różnej treści od kilku lat, niestety od jakiegoś czasu dopadł mnie zastój i nie potrafię kontynuować tego, czego dotknę. Wpadam na dobry pomysł, dobry w moim mniemaniu, zaczynam od prologu, pełna entuzjazmu i gotowości do działania, ale po drugim, ewentualnie trzecim rozdziale, entuzjazm obumiera na rzecz kolejnego pomysłu, kolejnego prologu prowadzącego donikąd. Naprawdę wierzę, że niebawem to się zmieni. Że słowo "systematyczność" i "regularność" będą funkcjonowały tuż obok kolejnego pomysłu i kolejnej chwili natchnienia. Do tego mam zamiar dążyć.
Choć powinnam to zrobić już w pierwszym akapicie, przedstawię się dopiero w piątym. "Alternatywny punkt widzenia" uprawnia do takich anomalii.
Na imię mam Paulina. Kilka miesięcy temu przestałam przedstawiać się imieniem Paula, kiedy po roku związku mój chłopak, wziąwszy do ręki mój dowód osobisty, był wielce zdziwiony, że moje pełne imię to Paulina. Polubiłam jego brzydotę i teraz jestem pełnoprawną Pauliną, nie Paulą. Ale Paula to wciąż przyjemne zdrobnienie. Lat mam dwadzieścia, skończone w czerwcu, rocznik '98, gdyby ten sposób zapisu odpowiadał komuś bardziej. Od września 2017 roku mieszkam w Poznaniu, gdzie też studiuję - Turystyka i Rekreacja na UAMie.
W październiku i listopadzie bieżącego roku zdarzył mi się przelotny epizod studiowania Filologii Polskiej, jednak do tego tematu pozwolę sobie powrócić w innym poście.
W tym szczególnym - będącym przywitaniem - ominę również inne szczegóły dotyczące mnie samej. Na nie również będzie jeszcze wiele czasu.
Cała istota funkcjonowania tego bloga to fakt posiadania ogromu słów, które chcę połączyć w zdania i kolejno w historie. Istnieje powiedzenie, że kiedy coś jest o wszystkim i dla wszystkich - w rzeczywistości nie ma w sobie nic. Mam nadzieję, że ja z tego wybrnę i pisząc o wszystkim, co przyjdzie mi na myśl, zachowując przy tym minimum organizacji, aby samej nie pogubić się w tych zapiskach, przyniosę ulgę samej sobie, pozbywając się nadmiaru myśli, a także komuś, kto postanowi którąś z moich myśli przeczytać i rozważyć.
Na koniec pozwolę sobie wspomnieć, że mam dar do komplikowania wszystkiego, o czym mówię i o czym piszę i nie jestem w stanie tego wyeliminować, ale gdybyście mieli prawdziwy problem ze zrozumieniem, dajcie znać.
Pisałam już o systematyczności i regularności - dlatego następny post pojawi się w bardzo nieodległej przyszłości, ale nie potrafię powiedzieć, co będzie zawierał - sama jeszcze tego nie wiem.

Z życzeniami miłej drugiej połowy dnia:)



ask.fm/Paulaaa962
twitter.com/Paulaaa962

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszystko kręci się wokół ludzi

Wczoraj uderzył we mnie FAKT AUTENTYCZNY (masło maślane, ale potrzebne mi było mocne podkreślenie), którego dalsze odrzucanie mija się z celem. Skończyłam czytać książkę - psychologiczna pozycja o tym, co odpowiada za nasze szczęście i jaki związek ma z tym mózg. Po przeszło czterystu stronach mniej i bardziej naukowych stwierdzeń, autor (a ja wraz z nim) doszedł do wniosku, że jedynym trwałym elementem szczęścia są inni ludzie. Szczęście zatem nie jest w pełni możliwe bez drugiego człowieka, kimkolwiek by on nie był. A to z kolei zaprzecza mojej ideologii życia, które wiodę od dwudziestu jeden lat i w każdym jego momencie wyglądało względnie podobnie w kwestii interakcji międzyludzkich. Jako samotniczka, niemalże wpisana w oficjalny rejestr samotników i introwertyków, uparcie twierdziłam, że ludzie, WSZYSCY, są wyłącznie dodatkiem do mojego życia. Proszę mi wybaczyć przyrównanie ludzkiego istnienia do ketchupu, ale tak to mniej więcej widzę. Ja jestem frytką, a społeczeństwo w...

Koronka w szkarłacie

Koronka w szkarłacie, szkarłatnie obserwująca zmieniającą się fizjonomię mojej twarzy. Szkarłatnie napawająca się zaskoczeniem zmierzającym w stronę bólu. Szkarłatnie czerpiąca przyjemność z dalszej części mojego niezrozumienia, z otwartych ust, z zalążka gorzkiej łzy w kąciku lewego oka. Koronka w kolorze szkarłatu, znaczeniem niczym nieprzypominająca miękkości swojego materiału, twarda i drażniąca, gdy na nią patrzę, lecz gdy zamykam oczy, ledwie czuję jedwabiste włókna. Jej paradoks napełnia mnie goryczą. Nie wiem, czy jej nienawidzę, czy podziwiam. Koronka w szkarłacie przepływa mi przez palce, gdy oglądam ją z każdej ze stron. Skromny przód, jeszcze skromniejszy tył, ubogą ilość materiału ochraniającą strefę rozrodczą i te zdobienia, które całkiem przypadkowej zgubie nadają erotycznego zabarwienia, przed którym dotychczas zasłaniałam oczy. Teraz już nie mogę. Zobaczyłam to, czego nie miałam oglądać. Zobaczyłam nieznaczne białe plamienie na podwójnej warstwie materiału zwykłe...

O wstępnych życiowych wyborach, mniej lub bardziej udanych

Moja siostra, czternastoletnia uczennica ostatniej klasy podstawówki, zostaje poproszona o wybór profilu licealnego, który przygotuje ją do odpowiednich rozszerzeń maturalnych, te zapewnią jej otwartą drogę na studia, które to z kolei wykształcą w niej zawód i ścieżkę kariery. Innymi słowy, w wieku czternastu lat, kiedy to w głowie pałęta się myśl o wspaniałej asymetrycznej bluzie w kolorze brudnej zieleni i protest względem wstrzymania produkcji kolejnego sezonu Daredevil’a, jej zadaniem jest podjęcie decyzji, jakiego zawodu zamierza się chwycić na kolejne pięćdziesiąt lat. Brzmi jak wątpliwie śmieszny żart żywcem wyjęty z amerykańskiego sitcomu. Niestety nie jest żartem – jest moją siostrą, mną i wami wszystkimi, którzy podejmowali podobną decyzję w wieku, w którym żadne decyzje nie są trwałe. Tak więc porażająca większość z tych decyzji ulega zmianie w trakcie liceum, kiedy to nie ma już zbyt wielu możliwości przepisania się na równoległy profil. Albo na studiach, kiedy to po pi...